kontajnery -
sięgnęła za siebie.
— Wspaniale, panie Green. Udało się panu!
W następnej chwili poczuł ją na całym ciele. Krótko, lecz namiętnie pocałowała go w usta, a potem miał wrażenie, że wije się i ślizga po nim niczym wąż. Czuł, jak liże mu sutki i zaprzestał prób wyobrażenia sobie, jak ta przerażająca scena może się skończyć.
— Wystarczy, siostro. Siostro!
Po drugim, ostrzejszym napomnieniu pielęgniarka zastygła bez ruchu przytulona policzkiem do jego brzucha. Otworzył oczy. Doktor Delfie stała przy łóżku, ręce miała złożone i przypatrywała się swojej gorliwej asystentce z ową naganą w oczach,
którą do tej pory miała zarezerwowaną tylko dla niego. Siostra Cory zeszła i z niego, i z łóżka i stanęła ze spuszczoną głową.
— Przepraszam, pani doktor.
— Ile razy mam siostrze przypominać, że stosujemy tutaj metodę Hopkinsa-Sezscholsky'ego.
— Zapomniałam.
— To już trzeci raz w tym tygodniu.
— Ale zadziałało, pani doktor.
— To nie jest kwestia skuteczności. Ja mówię o regulaminie oddziału. To dla pani własnego dobra, siostro. Wciąż powtarzam, że nadmierna stymulacja dokłada nam tylko pracy. Dlatego nalegamy na stosowanie metody Hopkinsa-Sezscholsky'ego. Wie siostra o tym. — Po czym, ze świętoszkowatą miną
kogoś, kto lubi podkreślić swoją pozycję, dodała: — Nie chciałabym być zmuszona do rozmowy z siostrą przełożoną.
Siostra Cory rzuciła ponad łóżkiem przerażone spojenie.
— Och, doktor Delfie, proszę, nie. Proszę! I bez tego mam tej starej krowy po dziurki w nosie.
— Siostro, wypraszam sobie, by siostra mówiła w ten sposób o swoich przełożonych i to w obecności pacjentów.
Pielęgniarka jeszcze raz spuściła głowę.
— Wszyscy tak o niej mówią.
— Nie o to chodzi.
— Naprawdę. Już nigdy tego nie zrobię, pani doktor. Przysięgam.
Doktor Delfie nieco złagodniała.
— Bardzo dobrze. Ale wolałabym już więcej siostry
nie kontajnery upominać. — Spojrzała wreszcie na pacjenta; na twarzy, jako znak przeprosin, miała niepewny uśmiech.
— Proszę mi wybaczyć, panie Green. Siostra nadal jeszcze się uczy. — Opuściła wzrok na środkową część jego ciała. — A teraz sprawdzimy, jak się miewa pański wrażliwy organ.
Poczuł, jak waży i bada wielkość i sztywność wrażliwego organu. Zamknął oczy.
— Proszę spróbować sprężyć się jeszcze odrobinę. Jeszcze centymetr. — Organ został poklepany od spodu. — Wyśmienicie. Jeszcze. Jeszcze. Jeszcze raz. Bardzo dobrze. — W jej głosie zabrzmiała nowa nuta. Była to nieomal pochwała z
pewną domieszką zdziwienia. Znowu stanęła nad nim. — Ponieważ jest to pierwszy zabieg, dzisiaj dokończę go osobiście. Zwykle robią to pielęgniarki. Oczywiście, od czasu do czasu będę przychodziła, by skontrolować postępy. Zgoda?
Otworzył oczy, lecz brak mu było słów i jedyną odpowiedzią było cierpiętnicze spojrzenie, które jednak zignorowała. Bez ostrzeżenia jej lewe kolano znalazło się na łóżku, a potem zwinnym i zgrabnym ruchem znalazła się nad nim na czworakach.
— Siostra dokona wprowadzenia.
Nadal mógł się jedynie przypatrywać, niedowierzając, że to wszystko dzieje się naprawdę — nawet kiedy już zdarzyło się naprawdę.
Czuł, jak lekarka, opierając się na ramionach, opuszcza lędźwie, wygina się w łuk, dopasowuje. Wprowadzenie. Był pojmany, wessany, pogrzebany.
— Mam nadzieję, że nie jest zbyt niewygodnie?
Wciąż się wpatrywał. Wydawało się, że stała się inną osobą. Nie było w niej już poirytowania czy niecierpliwości, a jedynie cicha koncentracja. Odezwała się, znowu nie zwracając uwagi na jego spojrzenie, ani na to, co miało ono wyrażać.
— Ręce na piersi, proszę.
Zamknął oczy. Coś kazało mu unieść ręce i poszukać piersi.
— O to chodzi. Proszę spróbować opóźnić orgazm. We własnym interesie. Ja nie będę
-
|