Nawigacja

Ciekawe miejsca
walizki

walizki

walizki

walizki -

to zrobić? - zapytał lord Mangaran. - Czy zaplanowałeś coś na ten wieczór, panie? - Nic, czego nie mógłbym odłożyć. Czy nie działamy jednak zbyt szybko? - Musimy, panie. W Arendii żaden spisek nie jest bezpieczny dłużej niż kilka godzin. - To prawda - westchnął. - Smutna, ale prawda. - Nie trać otuchy, panie... książę - powiedziała z łobuzerskim uśmiechem Asrana. - Będę cię podtrzymywać na duchu, podczas gdy Polly wykona brudną robotę. Historia ma zwyczaj koloryzować rewolucje, ponieważ świadczą one o wewnętrznych konfliktach, które wprowadzają jedynie niepokojący bałagan w naukowych rozprawach. Jednakże raz po raz dochodzi do przewrotów,

a Arendia jest dla nich idealnym miejscem. Z rewolucji, którą wywołałam w Asturii tego lata, jestem wręcz dumna. Była wyjątkowa, bo od pomysłu do realizacji zajęła jeden dzień. I to w Arendii, gdzie ludzie wprost uwielbiają wszystko przeciągać w nieskończoność. Arendowie mają chorobliwą skłonność do dramatyzowania, a to zawsze pochłania czas. Gdyby nie obecność w Vo Astur odpowiednika Krachacka, moglibyśmy działać w bardziej leniwym tempie. Jednakże w tej sytuacji wystarczyłoby przypadkowe słowo w niewłaściwym miejscu i niewłaściwym czasie, by wszystko poszło na marne. Asrana rozejrzała się ukradkiem, a potem odezwała się konspiracyjnym szeptem: -

Od czego zaczynamy, Polly? Dobra rada dla mojej rodziny. Jeśli ktokolwiek z was kiedykolwiek nazwie mnie „Polly", przez tydzień będzie dostawał gotowane siano na kolację. Pozwoliłam na to Asranie z bardzo szczególnego powodu. - Po pierwsze, Asrano, przestań skradać się, chodzić na paluszkach po ciemnych korytarzach i szeptać. Mów normalnym głosem rozglądaj się niczym złodziej z torbą pełną łupów. W przeciwnym razie lepiej od razu wywieś flagę, zadmij w trąbę i powieś sobie na szyi napis „spiskowiec". - Odbierasz mi całą przyjemność, Polly - powiedziała z nadąsaną miną. - A jak wielką przyjemnością według ciebie będzie przesiedz

nie walizki czterdziestu lat w lochach? - Chyba niewielką - przyznała. - Miej to na uwadze, moja droga. Dzisiaj cały dzień myśl o spaniu na zbutwiałej słomie w towarzystwie szczurów. - Spojrzałam na lorda Mangarana. - Domyślam się, że Oldoran nie cieszy się w Vo Astur wielkim poparciem? - Prawie żadnym, lady Polgardo - odparł. - Oczywiście ma popleczników we własnej rodzinie i kilku pośród szlachty, którzy czerpią zyski z jego złych rządów. To w zasadzie wszyscy, nie licząc gwardzistów. - Ja zajmę się gwardzistami. Czy jest ktoś, na kim możesz polegać i kto ma dom w

pewnym oddaleniu od pałacu? - Baron Torandin pasowałby do tego opisu, lady Polgardo. - Potrafi trzymać język za zębami? I czy zechce cię słuchać bez zadawania zbędnych pytań? - Myślę, że tak. - Dobrze. Poproś go, aby dziś wydał w swym domu przyjęcie. Sporządź listę gości, na której znajdą się wszyscy krewni księcia i ci, którzy mają interes w jego pozostaniu na tronie. Dorzuć trochę przypadkowych nazwisk, aby sprawa nie wydawała się zbyt oczywista. Niech mi się tutaj nie kręci żaden poplecznik księcia. Lord Mangaran uśmiechnął się do mnie szeroko. - Przyjęcia Torandina są słynne w całym państwie. Przyjdzie

każdy, kogo zaprosi. - Dobrze. Teraz przejdźmy do naszych sojuszników. Postarajmy się, by ta grupa była jak najmniejsza. Im więcej osób wie o naszym spisku, tym większa jest szansa, że wieść o nim dotrze do niepowołanych uszu. Nie chcę, by o tym, co robimy, wiedziało więcej niż kilkunastu ludzi. - Nie obalisz rządu jedynie z kilkunastoma ludźmi, pani! - Ależ tak, jeśli właściwie do tego podejść. Nie będziemy przecież uganiać się z mieczami i wykrzykiwać haseł. Nasz spisek jest o wiele bardziej subtelny. - To niemiłe słowo, Polly - narzekała Asrana. - Które słowo, moja droga? - „Spisek". Nie

-

Nawigacja