Nawigacja

Ciekawe miejsca
kielce hotele

kielce hotele

kielce hotele

kielce hotele -

- zapewnił Faldor. - Ja tu jestem najstarszy, a sam widzisz, że daleko mi jeszcze do siwizny. - Jeden z moich rodaków spotkał przed laty kogoś takiego - oświadczył Murgo. - Towarzyszył mu arendzki chłopiec. Miał chyba na imię Rundorig. Garion siedział przy sąsiednim stole. Pochylał twarz nad talerzem i nasłuchiwał tak uważnie, iż miał wrażenie, że rosną mu uszy. - Jest tu jeden Rundorig - przyznał Faldor. - To ten wysoki, na końcu tamtego stołu - pokazał palcem. - Nie - stwierdził Murgo, przyglądając się z uwagą Rundorigowi. - To nie chłopiec, którego mi opisano. - Imię jest dość

popularne wśród Arendów - zauważył Faldor. - Pewnie twój przyjaciel spotkał kogoś z innej farmy. - Na pewno - zgodził się Murgo, na pozór zapominając o sprawie. - Doskonała szynka - dodał, wskazując swój talerz ostrzem sztyletu, którym posługiwał się przy jedzeniu. - Czy te, które trzymasz w wędzarni, są podobnej jakości? - Nie, przyjacielu kupcze - zaśmiał się Faldor. - Nie zdołasz mnie namówić na rozmowę o interesach. Murgo uśmiechnął się przelotnie, co robiło dziwne wrażenie na jego poznaczonej twarzy. - Zawsze warto spróbować. Chętnie za to pochwalę twojego kucharza. - Komplement dla ciebie, pani Pol - Faldor nieco

podniósł głos. - Naszemu przyjacielowi z Cthol Murgos przypadło do gustu twoje dzieło. - Dziękuję więc za uznanie - odparła ciocia Pol raczej chłodno. Murgo spojrzał na nią i jego oczy rozszerzyły się lekko, jakby zobaczył kogoś znajomego. - Wspaniałe dania, szlachetna pani - skłonił się w jej stronę. - Twoja kuchnia to miejsce, gdzie dzieją się czary. - Nie - odparła z wyniosła miną. - Nie czary. Gotowanie jest sztuką, którą może poznać każdy, kto ma dość cierpliwości. Magia to coś zupełnie innego. - Lecz magia też jest sztuką, pani. - Wielu tak właśnie uważa. Ale prawdziwa magia pochodzi z

kielce hotele wnętrza. Nie jest dziełem szybkich palców, zdolnych oszukać oczy. Murgo przyglądał się jej z nieruchomą twarzą, a ona odpowiedziała kamiennym spojrzeniem. Siedzący w pobliżu Garion miał wrażenie, że to, co dzieje się między nimi, nie ma żadnego związku z wypowiadanymi słowami. Coś niby wyzwanie zawisło w powietrzu. Potem Murgo odwrócił wzrok, jakby lękał się podjąć tę grę. Gdy uczta dobiegła końca, nadszedł czas na prościutkie przedstawienie, tradycyjnie związane z Dniem Zarania. Siedmiu starszych robotników wymknęło się już wcześniej i teraz pojawili się w drzwiach. Mieli na sobie długie szaty z kapturami, a także starannie wyrzeźbione

i pomalowane maski, wyobrażające twarze Bogów. Kostiumy były już stare i nosiły ślady składania i przechowywania przez cały rok na strychu Faldora. Zamaskowane postacie powolnym krokiem weszły do sali i stanęły rzędem obok głównego stołu. Potem kolejno recytowały po kilka wersów, identyfikujących przedstawianego Boga. - Jestem Aldur - dobiegi zza pierwszej maski głos Cralta. - Bóg, który żyje samotnie. Nakazuję, by stał się ten świat. - Jestem Belar - odezwał się inny znajomy głos zza drugiej maski. - Bóg-Niedźwiedź Alornów. Nakazuję, by stał się ten świat. I tak szło po kolei: Chalan, Issa, Nedra, Mara i wreszcie ostatnia

postać, w przeciwieństwie do pozostałych okryta czarną szatą i nosząca maskę ze stali, nie z malowanego drewna. - Jestem Torak - rozległ się spod maski głuchy głos Durnika. - Bóg-Smok Angaraków. Nakazuję, by stał się ten świat. Jakieś poruszenie zwróciło uwagę Gariona. Obejrzał się szybko. Murgo zakrył twarz rękami niezwykłym, ceremonialnym niemal gestem. Przy bocznym stole pięciu Thullów drżało, a ich twarze były szare jak popiół. Siedem figur przy stole Faldora chwyciło się za ręce. - Jesteśmy Bogami - wyrzekli chórem. - I nakazujemy, by stał się ten świat. - Wysłuchajcie słów Bogów - zadeklamował Faldor. - Powitajcie Bogów w

-

Nawigacja