obozy rowerowe

obozy rowerowe

Nawigacja

Ciekawe miejsca
physiogel
obozy rowerowe

physiogel

physiogel

obozy rowerowe - physiogel -

Layla zsiadła z konia i objęła ciocię Pol. - Uważaj na mego biednego męża, Pol - poprosiła z drżącym uśmiechem. - Nie pozwól, żeby ci alornowscy brutale namówili go do czegoś nierozsądnego. - Oczywiście, Laylo - zapewniła ją ciocia Pol. - Daj spokój, Laylo - wtrącił zakłopotany Fulrach. - W końcu jestem dorosłym mężczyzną. Pulchna, mała królowa otarła oczy. - Przyrzeknij, że będziesz się ciepło ubierał. Nie siedź po nocach i nie pij z Anhegiem. - Wyjeżdżamy w poważnych sprawach. Nie będzie na to czasu. - Za dobrze znam Anhega - królowa pociągnęła nosem. Stanęła przed panem Wilkiem, wspięła

się na palce i ucałowała zarośnięty policzek. - Kochany Belgaracie, kiedy to wszystko już się skończy, obiecaj, że obozy rowerowe wrócicie z Pol na dłużej. - Obiecuję, Laylo - rzekł z powagą Wilk. - Zaczyna się odpływ, królu - wtrącił Greldik. - I statek się niecierpliwi. Królowa jęknęła, zarzuciła ramiona na szyję Fulracha i wtuliła twarz w jego ramię. - Daj spokój - prosił niepewnie Fulrach. - Jeśli nie odjedziesz natychmiast, rozpłaczę się tutaj, przy wszystkich. Nabrzeże było śliskie, a smukły okręt Chereków kołysał się i podskakiwał na krótkiej fali. Wąski trap, po którym musieli przejść, wznosił się

i opadał niebezpiecznie, zdołali jednak bez wypadku dotrzeć na pokład. Marynarze rzucili cumy i zajęli miejsca przy wiosłach. Okręt odpłynął od brzegu i szybko wyminął kotwiczące w pobliżu solidne, szerokie statki kupieckie. Królowa Layla stała niepocieszona na nabrzeżu, physiogel otoczona oddziałem żołnierzy. Pomachała kilka razy, a potem patrzyła z uniesioną dzielnie głową. Kapitan Greldik zajął miejsce przy rudlu, a Barak stanął obok niego. Kapitan skinął muskularnemu, krępemu wojownikowi, i ten zsunął skrawek materiału ze skórzanego bębna. Zaczął wybijać powolny rytm, który natychmiast podchwycili wioślarze. Okręt skoczył do przodu, kierując się ku otwartemu morzu. Gdy

opuścili osłonę portu, fale urosły tak, że statek przestał się kołysać, a tylko z grzbietu jednej zjeżdżał na następną. Długie wiosła, zanurzane w rytm posępnego bębnienia, pozostawiały na powierzchni niewielkie wiry. Morze pod zimowym niebem było ołowianoszare, a niski, ośnieżony brzeg Sendarii przesuwał się z prawej burty, martwy i pusty. Większą część dnia drżący z zimna Garion spędził kolonie dla dzieci w osłoniętym kąciku w pobliżu wysokiego dziobu. Życie rozpadło mu się w ruinę i gruzy. Sam pomysł, że pan Wilk mógłby być Belgarathem, a ciocia Pol Polgarą, to naturalnie bzdura. Był jednak

przekonany, że przynajmniej część tych domysłów jest prawdą. Ona nie jest Polgarą, ale nie jest też jego ciotką. Starał się nie patrzeć w jej stronę i nie odzywał się do nikogo. Spali w zatłoczonych kajutach na rufie. Pan Wilk długo siedział pogrążony w rozmowie z królem Fulrachem i hrabią Seline. Garion dyskretnie obserwował starca, którego srebrzyste włosy i krótko przycięta broda jaśniały niemal w blasku kaganka, zawieszonego na niskiej belce stropu. Wilk wyglądał tak samo jak zawsze i po obozy pewnym czasie Garion odwrócił się w koi i zasnął. Następnego dnia minęli przylądek Sendarii

i gnani sprzyjającym wiatrem ruszyli na północny wschód. Rozwinięto żagiel i wioślarze mogli odpocząć. Garion wciąż zmagał się ze swym problemem. Trzeciego dnia wiał sztormowy wiatr i było bardzo zimno. Takielunek trzeszczał pod warstewką lodu, a krople marznącego deszczu z sykiem wpadały do morza. - Jeśli to się nie zmieni, w Przesmyku czeka nas ciężka przeprawa - stwierdził Barak, marszcząc zmoczone czoło. - W czym? - spytał niespokojnie Durnik. Niezbyt dobrze czuł się na pokładzie. Właśnie dochodził do siebie po ataku morskiej choroby i był trochę nerwowy. - Przesmyk Chereku - wyjaśnił Barak. - To cieśnina

kolonie dla dzieci - obozy -

kolonie dla dzieci

kolonie dla dzieci

Nawigacja

Ciekawe miejsca
kolonie dla dzieci
obozy

obozy

obozy