walizki -
Kiedy Brill zdoła się uwolnić, chciałbym, by dzieliło nas dobre parę mil. Nie mam ochoty wypatrywać Murgów w każdym miejscu naszego postoju.
Durnik stanął właśnie w drzwiach kuchni i patrzył na nich zdziwiony.
- Sprawy tutaj nie są takie, jakimi się wydają - stwierdził. - Kim jesteście, że macie takich groźnych nieprzyjaciół?
- To długa historia, dzielny Durniku - odparł Wilk. - I boję się, że nie wystarczy nam czasu, by ci ją opowiedzieć. Przeproś od nas Faldora i postaraj się jeszcze dzień czy dwa przytrzymać Brilla. Wolę, by nasz trop wystygł zupełnie, nim on lub jego kompani
zaczną go szukać.
- Ktoś inny będzie musiał to załatwić - oznajmił wolno Durnik. - Nie wiem, o co w tym wszystkim chodzi, ale jestem pewien, że grozi wam niebezpieczeństwo. Wynika z tego, że muszę wam towarzyszyć. Przynajmniej dopóki nie odprowadzę was na bezpieczną odległość.
Ciocia Pol roześmiała się nagle.
- Ty, Durniku? Ty chcesz nas ochraniać? Kowal wyprostował się.
- Przykro mi, pani Pol - rzekł. - Ale nie pozwolę ci jechać bez eskorty.
- Nie pozwolisz? - powtórzyła zdumiona.
- Bardzo dobrze - oświadczył Wilk z wyrazem przebiegłości na twarzy.
- Czy zupełnie postradałeś zmysły? - zaatakowała go ciocia Pol.
-
Durnik udowodnił, że jest człowiekiem użytecznym - wyjaśnił Wilk. - A przynajmniej będę miał z kim pogadać. Z latami wyostrzył ci się język, Pol. Niezbyt zachwyca mnie wizja wysłuchiwania jedynie obraźliwych docinków przez sto lub więcej mil.
- Widzę, Stary Wilku, że w końcu dopadło cię zdziecinnienie - stwierdziła cierpko.
- Dokładnie o czymś takim mówiłem - odparł uprzejmie Wilk. - A teraz pakuj, co potrzeba i wynośmy się stąd. Noc mija szybko.
Spojrzała na niego z wściekłością i dumnie wymaszerowała z kuchni.
- Też muszę zabrać kilka drobiazgów - oświadczył Durnik. Wyszedł i zniknął w mroku.
Myśli Gariona wirowały
bezładnie. Zbyt walizki wiele wydarzyło się w tak krótkim czasie.
- Przestraszony? - spytał Wilk.
- Nie... Tylko nic nie rozumiem. Zupełnie nic.
- Zrozumiesz w swoim czasie, Garionie. Na razie może to nawet lepiej. To, co robimy, jest niebezpieczne, ale nie aż tak niebezpieczne. Twoja ciotka i ja... i dzielny Durnik, naturalnie... dopilnujemy, żeby nie spotkało cię nic złego. A teraz pomóż mi w spiżarni.
Wziął latarnię i spakował do zdjętego z haka worka kilka bochenków chleba, szynkę, gomułę żółtego sera i parę butelek wina.
Według Gariona zbliżała się północ, gdy cicho zamknęli za sobą drzwi kuchni i przeszli
przez ciemne podwórze. Trzask otwieranych przez Durnika wierzei bramy wydał mu się niezwykle głośny.
Mijając wrota, Garion poczuł ukłucie żalu. Farma Faldora była jedynym domem, jaki w życiu poznał. Opuszczał ją teraz, może nawet na zawsze, a takie rozstania nie mijają bez śladu. Jeszcze silniejszy ból sprawiało wspomnienie Zubrette. Na myśl o Doroonie i Zubrette, sam na sam w stodole, miał ochotę zrezygnować z całej wyprawy. Na to było jednak o wiele za późno.
Poza osłoną budynków zimny wiatr dmucha) mocno, szarpiąc płaszczem Gariona. Ciemne chmury zakryły księżyc, a droga zdawała się tylko odrobinę mniej czarna od
otaczających ją pól. Było zimno, nieprzyjemnie i chłopiec był bardziej niż odrobinę wystraszony. Przysunął się bliżej do cioci Pol.
Na szczycie wzgórza zatrzymał się i spojrzał za siebie. Farma Faldora była już tylko niewyraźną, jasną plamą w dolinie. Z żalem odwrócił się do niej plecami. Przed nim otwierała się inna, ciemna dolina i nawet droga ginęła w mroku.
Rozdział VI
Szli wiele mil; Garion nie wiedział, ile. Drzemał w marszu i często potykał się o niewidoczne na ciemnej drodze kamienie. Bardziej niż czegokolwiek chciał teraz spać. Oczy go piekły, a nogi dygotały na granicy całkowitego wyczerpania.
Na szczycie kolejnego
-
|