kremy z filtrem - zmarszczki - lipogen -
na długo przedtem, nim ktoś tu się osiedlił. Wróćmy do tej nazwy. Zachęć ludzi, aby zaczęli myśleć o sobie jako o Sendarach.
- Czemu nie wydasz specjalnej proklamacji w tym celu, wasza miłość?
- Wolałabym nie robić tego na drodze oficjalnej, Killaneson. Zamierzam powoli zniknąć. Jeśli mi się uda, to za kilka pokoleń nikt nawet nie będzie pamiętał o księżnej Erat.
- Proszę, nie zostawiaj nas, mamciu - powiedział Killaneson z udaną, niemal dziecięcą trwogą.
Oboje wybuchliśmy śmiechem. Pod koniec trzydziestego pierwszego wieku w porcie Rivy doszło do pogromu. Tolnedranie przekonani, że na Wyspie kremy
z filtrem Wiatrów ukrywane są niezmierzone skarby, wysłali na północ flotę, by zmusić Rivan do otwarcia bram dla kupców. Rivanie jednak nie dali sobie w kaszę dmuchać i zatopili tolnedrańską flotę. Przez jakiś czas sytuacja była bardzo napięta, ale kiedy ambasador Chereku w Tol Honeth zapewnił Rana Borune XXIV, że królowie Alornów spustoszą Tolnedrę w razie jakichkolwiek wrogich aktów wobec Wyspy Wiatrów, sprawy wróciły do normy. W imperialnym pałacu w Tol Honeth Honethici zastąpili Bournów. Mówcie o Honethitach, co chcecie, ale byli prawdopodobnie najlepszymi administratorami ze wszystkich wielkich rodów imperium, więc
sytuacja zmarszczki się unormowała. Na początku trzydziestego drugiego wieku zaczęłam stopniowo zmniejszać liczbę służby w mej rezydencji nad jeziorem Erat, aż pozostało tylko kilku ludzi dbających o porządek. Urządziłam pozostałych Killanesonów i powoli zaczynałam znikać z pamięci mych poddanych. Nazywali siebie Sendarami, a ja przeszłam na karty historii i do ludowych opowieści. Jednakże kilka razy musiałam opuścić swą samotnię w matczynej chatce. W połowie trzydziestego drugiego wieku wyznawcy kultu niedźwiedzia w Chereku przekonali króla Alrega, że Sendarią jest naturalnym przedłużeniem jego królestwa i Belar, bóg Alornów, będzie się gniewał, jeśli Cherek
nie lipogen zaanektuje mego byłego księstwa. Kolejny raz musiałam przemówić do rozsądku Alornom. Po tym i kiedy jeden szczególnie napastliwy lord - miał na imię Elbrik - natarł na wybrzeże i splądrował Darine, zmieniłam się w sokoła i poleciałani do Vo Alorn, aby zamienić kilka słów z królem Chereku. Wylądowłam na murach pałacu Alrega i zeszłam kilka kondygnacji w dół do zadymionej sali tronowej. Król Alreg był potężnym mężczyzną z krzaczastą jasną broda. Siedział rozwalony na wielkim tronie z kuflem piwa w dłoni. Choć nie było po temu powodu, miał na
sobie neoglis stalowy hełm i kolczugę. Najwyraźniej uważał się za króla wojownika. Jeden ze zbrojnych wartowników przy drzwiach schwycił mnie za ramię, gdy weszłam.
- Nie wolno ci tu wchodzić, kobieto! - powiedział grubiańsko. - Tylko mężczyznom wolno być w sali tronowej!
- Chciałbyś zachować tę rękę? - zapytałam uprzejmie, znacząco spoglądając na trzymającą mnie dłoń.
- Posłuchaj no... - zaczął, jednak puścił me ramię.
Potem potoczył się po zasłanej słomą podłodze, gdy siłą mej Woli uderzyłam go w pierś. Wzmocniłam swój głos, aby przebił się przez pijacką paplaninę.
- Alregu, królu Chereku! - zagrzmiałam, a
nawet emolium ściany zadrżały od tego przytłaczającego dźwięku.
Król Chereku, najwyraźniej solidnie już podpity, poderwał się na nogi.
- Kto wpuścił tę kobietę?! - zawołał z wyrzutem.
- Sama się wpuściłam, Alregu - powiedziałam. - Musimy porozmawiać.
- Jestem zajęty.
- Więc przerwij swe zajęcia, i to natychmiast! - Przeszłam obok dymiącego paleniska na środku jego przypominającej norę sali tronowej, odpychając każdego wojownika, który próbował zastąpić mi drogę. Nawet nietrzeźwy, Alreg zrozumiał, że dzieje się coś niezwykłego. Dotarłam do stóp tronu i wbiłam w króla nieprzyjazne spojrzenie.
- Widzę, że tron Chereka o Niedźwiedzich Barach przypadł zapijaczonemu
neoglis - emolium -
|