programy partnerskie -
i Corrolin zachowywali się względem niego z dworną uprzejmością, ale obaj najwyraźniej chowali coś w zanadrzu. To mnie trochę niepokoiło, więc uważnie ich obserwowałam. Arend potrafi dochować tajemnicy, ale od razu można po nim poznać, że coś ukrywa. Alleran i Corrolin wyraźnie coś knuli.
Bieżące sprawy nie zajęły wiele czasu i ograniczyły się głównie do podyktowania Nerasinowi warunków pokoju.
Gdy już mieliśmy to za sobą, Alleran wstał.
- Panowie - oznajmił oficjalnym tonem - mniemam, iż czas stosowny nadszedł po temu, aby wyrazić wdzięczność naszą tej, która poprowadziła nas nieznanymi ścieżkami pokoju. - Tu
spojrzał na mnie. - Nie ścierpimy sprzeciwu w tej materii, lady Polgaro, albowiem czy chcesz, czy nie, naszego postanowienia nie zmienisz. Zawsze trzy księstwa były w Arendii, lecz od dzisiaj będzie inaczej. Książę Corrolin włada Mimbre, książę Nerasin przewodzi Asturii, a ja staram się jak najlepiej kierować Wacune, lecz odtąd w naszej biednej Arendii będzie czwarte księstwo i księstwo to twym będzie, pani. Witaj w naszym gronie, wasza miłość. - Spojrzał po zebranych w namiocie. - Wszyscy pozdrawiamy jej miłość lady Polgarę, księżnę Erat!
To było dla mnie kompletnym zaskoczeniem. Mogłam programy
partnerskie podać kilkanaście powodów, dla których nie był to dobry pomysł, lecz przecież Alleran uprzedził, że sprzeciwami nic nie wskóram. Skoro uznali za stosowne tytułować mnie „wasza miłość", postanowiłam być miłościwa. Przyjęłam ich decyzję z głębokim ukłonem i nagrodzili mnie gromkimi brawami.
- Panowie - przemówiłam - ten zaszczyt w zakłopotanie mnie wprawia i zaiste sił wszelkich dołożę, aby godną jego się okazać.- potem, jako że wyraźnie oczekiwali z niecierpliwością przemowy, popuściłam wodze swym talentom krasomówczym. Popisywałam się przez godzinę a gdy wzrok zaczął się słuchaczom robić szklisty, zakończyłam wieloma wzruszającymi banałami
i odebrałam zwyczajowe owacje na stojąco. Przekazali mi pracowicie ozdobioną proklamację – podpisaną przez wszystkich trzech - która stwierdzała nadanie mi tytułu książęcego; dołączono do niej szczegółowy opis granic mego księstwa.
Nie miałam nawet czasu dokładnie tego przeczytać, ponieważ zaczęło się przyjęcie, ale z pobieżnego rzutu oka wynikało, że moje księstwo leży na terenie dzisiejszej Sendarii. Powierzyłam dokumenty opiece Killane, a potem porwał mnie wir świętowania z okazji utworzenia czwartego księstwa Arendii. Był już późny wieczór, gdy wróciłam do swego namiotu. Killane siedział przy stoliczku oświetlonym blaskiem dwóch świec. Przed nim leżała
program partnerski mapa Sendarii i zwój określający granice moich włości. Spojrzał na mnie trochę nieprzytomnie.
- Przyjrzałaś się już temu, wasza miłość?
- Nie dali mi czasu - odparłam.
- Na twoim miejscu nie próbowałbym objechać całego księstwa w jeden dzień... ani nawet w tydzień. Wsiąkniesz tam na zawsze! - Położył dłoń na mapie. - Próbowałem zaznaczyć granice twych ziem na tej mapie i wydaje mi się, że albo obaj książęta postradali zmysły, albo jakiś pijany skryba pokręcił opisy na tym zwoju. Spójrz sama, pani. Zaznaczyłem granice czerwonym atramentem. - Podał mi mapę.
Przyjrzałam się
jej z uwagą.
- To śmieszne! - wykrzyknęłam. - Chodźmy do Allerana. Zażądam wyjaśnień.
Alleran przyjął to spokojnie. Spojrzał na mapę Killane bez widocznego zaskoczenia.
- O co chodzi, ciociu Pol? Chcesz mieć więcej ziemi? Dobrze, zaraz to zrobimy.
- Alleranie! - powiedziałam ostro, starając się panować nad irytacją - to połowa centralnej Sendarii.
- No i co?
- Głupie pytanie! Przekazałeś mi tereny od Seline po jezioro Came
- Tak, wiem. Zauważ jednak, że nie daliśmy ci dostępu do morza. Chciałabyś mieć wybrzeże pomiędzy Sendarem a Camaar? To podmokły teren, ale twoi poddani mogliby go pewnie osuszyć.
program partnerski -
|